herb

Nadchodzące wydarzenia:


Notice: Trying to get property of non-object in /home/chotomow/ftp/chotomow_2009/plugins/content/inserthtmlcore.php on line 24

Przedstawiamy wywiad z kandydatem na radnego,
panem Krzysztofem Jakubiakiem,
mieszkańcem Dąbrowy Chotomowskiej -
człowiekiem wykształconym, kreatywnym, uczciwym.







Krzysztof Jakubiak, 42 lata, żona Beata, trójka dzieci (Jaś, Maciek i Zosia),
mieszkaniec Dąbrowy Chotomowskiej.

Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (Wydział Polonistyki),
Wyższej Szkoły Zarządzania oraz University of Wisconsin (marketing).

Doświadczenie społeczne m.in. w Przymierzu Rodzin, samorządzie gospodarczym, warszawskim stowarzyszeniu samorządowym Prawica Razem, w sporcie młodzieżowym, także akcjach charytatywnych.

Członek Zarządu Koła Platformy Obywatelskiej w gminie Jabłonna.

 
Jest pan człowiekiem na tzw.stanowisku,czy nie obawia się pan ,że   może jednak nie uda się w praktyce pogodzić   pracy z funkcją radnego

- Można doskonale pogodzić pracę zawodową i społeczną, i robić ciekawe rzeczy z pożytkiem dla siebie i innych. Podobno statystyczny Polak spędza ponad dwie godziny dziennie przed telewizorem – no to ja mam w stosunku do tego Polaka dwie godziny do przodu na działalność społeczną, bo prawie nie oglądam telewizji. Poważnie mówiąc - wszystko jest kwestią odpowiedniego zarządzania czasem, poukładania sobie wszystkich spraw i ustawienia priorytetów. Konieczne jest też wsparcie rodziny i najbliższych. To jak bardzo przydaja się w samorządzie menedżerowie z doświadczeniem biznesowym widać choćby na przykładzie prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, którego osobiście od wielu lat znam i bardzo cenię, a który wprowadził zupełnie nową jakość do polskiej polityki samorządowej.

 
Dlaczego właśnie radny? Stateczni mężczyźni,tacy jak pan, kupują teraz motory i znowu chcą być chłopcami, a tu takie poważne wyzwanie.Czy ma to może coś wspólnego z marzeniami?

- Jeszcze nikt nigdy nie określil mnie mianem statecznego, muszę to przemyśleć... Myśle że w naszym wieku 40+ największym szpanem jest odpowiednie BMI, czyli brak nadwagi. Dlatego wyładowuję swoją energię w sporcie - choćby grając co tydzień z kolegami w piłkę na hali w szkole w Chotomowie albo biegając rano po lesie.  A dlaczego angażuję się w wybory samorządowe? - to pewnie jest kwestia atmosfery w domu rodzinnym; moi rodzice tak wychowali mnie i mojego brata, że zawsze coś robiliśmy społecznie; obaj byliśmy na przykład wychowawcami dzieci w Przymierzu Rodzin. Dla mnie to, że trzeba aktywnie uczestniczyć w życiu lokalnej społeczności - to rzecz oczywista. Niedościgłym wzorem do naśladowania może być styl życia Amerykanów. Miałem wielkie szczęście, że prawie dwa lata spędziłem na stypendium w Ameryce, pracowałem tam - społecznie - m.in. w organizacji samorządowej zajmującej się rewitalizacją podupadających dzielnic w mieście St.Paul, stolicy stanu Minnesota. Tam na Midweście jeszcze bardziej się przekonałem, że życie tylko wtedy ma sens kiedy robi się kilka rzeczy na raz. Tam każdy oprócz pracy zawodowej i życia rodzinnego realizuje się w życiu obywatelskim - na przykład jakichś stowarzyszeniach, klubach, organizacjach religijnych lub charytatywnych. Ale my też możemy być dumni, bo w Chotomowie obywatelskie życie kwitnie, dzieje się u nas znacznie więcej niż w innych podwarszawskich miejscowościach, widać że mieszkają tutaj ciekawi i dynamiczni ludzie.

Czy dobrze kojarzę, że właściwie jest pan autochtonem?

- Faktycznie, można tak powiedzieć, moja rodzina od strony mamy wywodzi się z Dąbrowy, moja mama się tu urodziła, w dodatku z dużą częścią rdzennych mieszkańców jestem w jakiś sposób spokrewniony. Mieszkam na działce, która należała do mojego dziadka i pradziadka. Chociaż urodziłem się i mieszkałem w Warszawie, na Żoliborzu, jak tylko stało się to możliwe, po powrocie z USA wyprowadziliśmy się z Warszawy i zamieszkaliśmy na Dąbrowie.

Ma pan trójkę małych dzieci.Czy dodatkowe obowiązki nie odbiją się na nich  negatywnie? 

 

 Mam nadzieję że odbiją się pozytywnie. Mam na myśli zbudowanie nowej szkoły w Chotomowie. Na razie dwaj moi chłopcy uczą się na zmiany i to bardzo utrudnia życie naszej rodziny, podobnie jak wszystkich innych mieszkańców Chotomowa i okolic. Jeśli zostanę radnym, najwięcej swojej energii zamierzam skoncentrować na działaniach na rzecz rozbudowy naszej podstawówki i zbudowania gimnazjum w Chotomowie. Nie zamierzam się rozdrabniać i zajmować zakładaniem bankomatów czy kłótniami o kolor krawężników. Uważam że rolą rady gminy jest stworzenie wizji docelowej - jak nasza gmina ma wyglądać za 10-20 lat, następnie ustalenie priorytetów, stworzenie strategii rozwoju. Potem trzeba przypilnować, żeby było uczciwie, żeby inwestycje były wszędzie równo rozłożone, żeby urzędnicy gminni skutecznie tę strategię realizowali. Kiedy każdy radny myśli tylko o interesach swoich lub swojego najbliższego otoczenia, cała gmina stoi w miejscu, panuje chaos i kłótnie. Wyrywanie sobie nawzajem paru złotych z budżetu na przysłowiową kostkę pod bramą do niczego dobrego nie prowadzi.

Czy myśli pan ,że potrafi porozumieć się z 14 członkami Rady Gminy, tak aby nie mówiono ,że Chotomów nie ma szczęścia do radnych?

- W naszej radzie wciąż są podziały i konflikty. Uważam, że ich źródłem są głównie ambicje poszczególnych osób oraz walka o własne interesy. Radni z Chotomowa są tylko w opozycji, podział środków z budżetu gminy na inwestycje jest od lat nierównomierny. Porównajmy wydatki na inwestycje w ubiegłych latach w poszczególnych wsiach – dysproporcje są ogromne, na naszą niekorzyść. Dotychczasowi „starzy działacze”, wieloletni radni, nie potrafili tego zmienić. Kilku nowym z Alternatywy, wybranym w ostatnich wyborach, też się nie udało, nie mają wpływu na decyzje gminy, są w głębokiej opozycji, słowem - ponieśli porażkę, czego najlepszym dowodem jest właśnie to, że mamy wybory uzupełniające po rezygnacji jednego z nich. Dlatego potrzebne są nowe osoby i nowe środowiska – które będą w stanie bez uprzedzeń podjąć dialog na nowo. Ważne jest też, żeby byli to ludzie niezależni, tacy którzy angażują się w działanie nie po to, żeby załatwić jakiś swój prywatny czy lokalny interes, tylko pro publico bono. Myślę, że po przedstawieniu racjonalnych argumentów, bez nadmiernych ambicji, jest duża szansa na porozumienie. Ja generalnie wierzę w ludzi i staram się rozmawiać ze wszystkimi.

Jest pan członkiem Platformy Obywatelskiej.Czy przynależność partyjna, będzie miała wpływ na podejmowane przez pana decyzje?

 - Moją kandydaturę do startu w tych wyborach zgłosiło koło Platformy w gminie Jabłonna.
Przynależność radnego do PO może tylko pomóc, jeśli
myślimy o załatwianiu dla gminy spraw na poziomie powiatu czy województwa.
Świetnym przykładem jest przebudowa ulicy
Chotomowskiej/Partyzantów/Kordeckiego –
to m.in. dzięki radnemu
powiatowemu z PO, Januszowi Wanatowi, udało się w ubiegłym roku

doprowadzić do porozumienia wszystkich stron i zgromadzić takie środki, że inwestycja ta została
szybko i sprawnie zrealizowana.
Gdyby nie dobre
kontakty z władzami powiatu – ludźmi z PO – to by się nie udało.
Inny
przykład – jeśli myślimy o tym, żeby nie dopuścić do powstania Trasy Mostowej biegnącej między naszymi domami, to możemy to zrobić tylko poprzez radnych sejmiku wojewódzkiego,którzy decydują o planach rozwoju województwa.
Do tych ludzi nam, gminnej organizacji PO, jest dotrzeć
łatwiej niż komukolwiek innemu. Przynależność danej osoby do partii powoduje, że lepiej wiemy, czego można się po niej spodziewać. Między innymi dlatego, że osoby które postępują nieetycznie i sprzeniewierzają sie zasadom zapisanym w statucie, są usuwane z listy członków i na dłuższą metę nie mają czego szukać między nami.
Na przykład jak
słyszę, że ktoś jest członkiem Samoobrony, to momentalnie kojarzy mi się
seksafera; jeśli PZPR – to komuna. Natomiast wszystkie decyzje każdy radny podejmuje we własnym sumieniu i odpowiada przed swoimi wyborcami.